wtorek, 15 września 2015

[02]

Caroline schowała pamiętnik do torby, po czym usiadła na śpiworze.
Jeszcze kilkanaście minut temu nie zastanawiała się, skąd Chloe wiedziała o jaskini, ani jakim cudem ją znalazła. Teraz chciała wykrzyczeć te wszystkie pytania tak głośno, by cały świat mógł udzielić jej odpowiedzi. Czuła coraz większą wściekłość na swoją wybawicielkę, która nie dość, że coś ukrywała, to jeszcze wciąż mąciła jej w głowie. W tym momencie była pewna, że to wszystko to jedno wielkie kłamstwo, że nie ma żadnych porywaczy, tylko ta wredna dziewczyna chce zrobić jej kawał. Zupełnie zapomniała o sytuacji z Fleur i Tracey. Teraz w jej głowie kłębiła się jedynie postać Chloe, śmiejącej się szyderczo. Caroline chciała do niej podejść i uderzyć ją w twarz, odpłacić jej za to, że teraz musi tu siedzieć.
Lecz właśnie w tym momencie spojrzała w jej oczy i przypomniała sobie oczy kogoś, kto zawsze był przy niej. Kogoś, do kogo teraz mogłaby się zwrócić, kogoś, kto zawsze by ją pocieszył.
Kogoś, kogo nie ma od sześciu lat. Od sześciu ciężkich lat pełnych bólu, strachu, łez i wściekłości.
Nigdy nie zapomniała jej oczu, jej twarzy, jej włosów, nigdy nie zapomniała jej imienia, jej głosu...
Chloe wyglądała jak ona. Jak matka. "Może mogę jej ufać. Może miała dobre intencje", pomyślała i wstała, po czym ruszyła w stronę miejsca, gdzie powinna przebywać starsza Krukonka.

***

- Dlaczego ty wszystko robisz źle? Nie zamierzam gościć tutaj tej Mądralińskiej! - krzyknęła po raz kolejny blondynka, świdrując Francuzkę spojrzeniem. - Nie rozumiesz, że jestem od ciebie lepsza pod wieloma względami? Powinni cię złapać i zabić, o jednego gada mniej na ziemi.
Fleur siedziała ze spuszczoną głową, wsłuchując się w słowa brunetki i hamując swoją wściekłość. Bardzo przypominała jej dyrektorkę Beuxbatons, która również okropnie ją traktowała. Dla obydwóch była lalką, którą wiecznie pociągały za sznurki, tak splątane, że nie sposób wykonać choć kilku ruchów dobrze.
- Jesteś nic nie wartą pizdą, wynikiem bardzo nieszczęśliwego wypadku! Tak samo, jak cała twoja rodzina, bo gdyby oni byli normalni, od urodzenia siedziałabyś w domu dziecka! - krzyknęła znowu Tracey, lecz tym razem nie przewidziała, co się tsanie.
Złość wzięła górę nad wszystkimi innymi emocjami. Fleur miała przed oczami sylwetki wszystkich osób, których tak nienawidziła. Po raz pierwszy miała odwagę zaprzeczyć, wyżyć się za to, co jej robili, i od czego ją wyzywali. Ta na pozór beztroska nastolatka w rzeczywistości pielęgnowała w sobie nienawiść, by któregoś dnia pokazać, że nie można sobie z nią pogrywać. Wolnym krokiem podeszła do drugiej blondynki, zupełnie zdziwionej, że Delacour nie siedzi wciąż na lichym śpiworze i nie wysłuchuje jej obelg. Fleur zmierzyła Mexish wzrokiem. Ślizgonka wcale nie była od niej wyższa. Francuzka z niezwykłą szybkością zamachnęła się i uderzyła dziewczynę w twarz, pozostawiając na jej jasnej cerze siny ślad i wycedziła:
- Nie będziesz obrażać ani mnie, ani mojej rodziny, kurwo.
Uderzyła ją w drugi policzek, po czym znów powiedziała:
- Twoi rodzice są uzależnieni od moich, a ciebie zżera zazdrość. Nie będziesz mi więcej podskakiwać, bo to ty nie jesteś nic warta. Umiesz jedynie rzucać obelgami, nędzna dziwko. Lepiej trzymaj na kłódce swoją niewyparzoną gębę.
Tym razem kopnęła ją z całej siły w brzuch, tak mocno, że Tracey upadła na kolana i zaczęła kaszleć, plując krwią.
Furia ustąpiła. Po raz pierwszy pokazała na co ją stać. Po raz pierwszy w życiu zaklęła, po raz pierwszy w życiu, nie licząc czasów, gdy trenowała, uderzyła kogoś. Wezbrało się w niej poczucie winy, lecz natychmiast przypomniała sobie, jak traktowała ją dziewczyna przez zaledwie dwa dni, od kiedy Chloe je tu przyprowadziła, razem z Caroline, która prawdopodobnie nic nie słyszała, śpiąc przez ponad połowę tego czasu. Niewzruszona wróciła na swoje miejsce, zabrała poduszkę z posłania Tracey i z zimną krwią przyglądała się cierpieniom Ślizgonki.

***

Szatynka siedziała na dość sporym, spłaszczonym na czubku głazie i oglądała swoje paznokcie.
Caroline cicho odchrząknęła, dając znać o swojej obecności.
- O! Cześć! Co tam u ciebie?
- Jeśli natychmiast nie odpowiesz na moje pytania, ucieknę stąd i wygadam tym porywaczom o twojej kryjówce. - warknęła młodsza Krukonka.
Starsza westchnęła, wyprostowała się i spojrzała w oczy Clark. Carie wytrzymała spojrzenie, więc Chloe zapytała chłodnym, niepodobnym do siebie tonem, kryjąc zdenerwowanie:
- W takim razie słucham.
- Po pierwsze, skąd wiedziałaś o jaskini. Po drugie, jak udało ci się przewidzieć napad i dlaczego akurat nas ze sobą zabrałaś.
- Więc tak. Nie mogę ci powiedzieć, dlaczego wiedziałam o jaskini. W każdym razie, jest to związane z moją rodziną. Jeśli z kolei chodzi o porywaczy... Odkryłam ich... Jakby rozkład napadów, pewien skomplikowany szyfr. Dotyczył on zarówno terminów napadów, jak i porywanych uczniów. Skontaktowałam się również z profesorem Dumbledorem, by nie martwił się o nas. To wszystko może wydawać ci się podejrzane, ale wierz mi, nie mam złych intencji.
- Gdybyś miała na celu nasze dobro, uprzedziłabyś nas. I zauważyłabyś, co dzieje się u Tracey i Fleur. Powiedz, co ukrywasz.
- Caroline... Wiem dobrze, co się u nich dzieje. Znam też Fleur nie od dziś, bo moi rodzice mają domek we Francji, gdzie jeździmy na wakacje. Tak się składa, że niedaleko mieszkają państwo Delacour, a Fleur i ja jesteśmy bliskimi przyjaciółkami. Wiem, że postawi się Tracey i że pokaże, iż trzeba się z nią liczyć. Nie jestem aż taką egoistką, na jaką wyglądam w twoich oczach. - ujrzała łzy w oczach Clark. Podeszła do niej i powiedziała już łagodniejszym, uspokajającym tonem. - Wiem, że jest ci źle po stracie Natalie, ale pomogę ci ją odnaleźć. Ale na to przyjdzie czas. Musimy się wzmocnić, opracować strategię

, nauczyć współpracować ze sobą, poznać się lepiej... Zapamiętać każdy mocny i słaby punkt. Jako jedyne miałyśmy odwagę uciec porywaczom, którzy mogli przecież nas zabić. Czyli to my mamy stawić im czoło.
- A nauczyciele? A aurorzy? Co oni robią? Czyżby to nie im powierzono zadanie czuwania nad nami? Przecież my nie znamy nawet jednej ósmej wszystkich zaklęć! Nie obronimy się! Zginiemy albo w bitwie, albo oni tu przyjdą i nas wykryją! Daj spokój z ćwiczeniem, nie damy rady!
- Przepowiednia nie kłamie - Chloe przybrała niezwykle zacięty wyraz twarzy.
Caroline zrozumiała, że nic nie wskóra, i że Potter ufa bezgranicznie spalonej kartce papieru. Odwróciła się na pięcie i bez słowa ruszyła w stronę swojego "pokoju".

***

Gdy dziewczyna była już pewna, że tajemniczy ktoś znajduje się daleko od niej, najciszej i najostrożniej jak potrafiła, odsunęła się od ściany i delikatnie wysunęła głowę za róg. Odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała pusty korytarz, po czym zaczęła zastanawiać się nad swoją lokalizacją. Nigdy nie znajdowała się w tej części Hogwartu. Zaczęła podejrzewać, że nauczyciele ukryli ją przed uczniami. składała się z długich, sprawiających wrażenie nieskończonych, korytarzy, gdzie marmurowe ściany,podłogi, sufity i kolumny po bokach pomalowane były na kolor kremowy. Nigdzie nie było lamp, okien czy świec, lecz pomieszczenia były oświetlone, nie wiadomo, jakim cudem. W powietrzu unosiła się lekka mgiełka, nadając korytarzom dosyć straszny widok. Claudia odczuwała dziwny chłód, a delikatne powiewy wiatru muskały jej twarz. Nagle tuż przed nią bardzo szybko przeleciał jakiś ciemny kształt. Dziewczyna krzyknęła, odskakując do tyłu. Skręciła w prawo i biegła co sił, by uciec do dormitorium, do Ashley i do Emily. Wreszcie, okropnie zmęczona, dotarła do schodów prowadzących jeszcze niżej. Miała już na tyle dosyć tych korytarzy, że niemal rzuciła się do przejścia.

***

Daniel taksował wzrokiem pierwszoklasistów kolejno wchodzących do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Byli tutaj zaledwie dwa miesiące. Podobno porwano jedną z nich, razem z jakimiś Krukonami. Jednak nie o nich MacCarrow martwił się najbardziej. To przez Tracey nie mógł spać po nocach, lękając się o jej życie. Może już nie żyła? Może właśnie w tej chwili umierała? Te pytania nie dawały mu spokoju, wciąż kłębiły się w jego głowie. Był wściekły nie tyle na porywaczy, co na Dumbledore'a. Niby taki wielki czarodziej, a nie potrafi sobie z czymś takim poradzić. Chciał mu to wszystko wygarnąć, a nic nie stawało na przeszkodzie, by zrobił to w danym momencie. Tak więc wstał i dostojnym krokiem ruszył przez wejście do dormitorium, korytarzami lochów, później piętrami wyższych pięter, aż dotarł do gargulca przedstawiającego sfinksa. Wiedział już od swoich kolegów, że trzeba wypowiedzieć hasło, które brzmi "Truskawkowe Tabliczki". Tak też uczynił, a sfinks ustąpił, ukazując kręte schody prowadzące ku górze.
Po dosyć długiej wędrówce dotarł do drzwi, po czym niezbyt delikatnie w nie zapukał. Odpowiedziało mu spokojne "proszę", a Ślizgon otworzył drzwi i dumnie wszedł do środka, nie zapominając o ironicznym "dzień dobry". Znalazł się w okrągłym gabinecie, gdzie na ścianach wisiała spora liczba portretów poprzednich dyrektorów szkoły. Po środku mieściło się biurko, a przy ścianach poustawiano stoliki, na których mieściły się przeróżne elementy, o których nazwie i zastosowaniu Daniel kompletnie nic nie wiedział. Dyrektor uśmiechnął się sztucznie i zapytał:
- Co cię tu sprowadza, mój drogi chłopcze?
- Coś, co należy do pana obowiązków, a pan to lekceważy. - odpowiedział dobitnie.
Dyrektor westchnął i gestem poprosił chłopaka, by usiadł na krześle naprzeciw biurka.
- Domyślam się, że jesteś niezadowolony z faktu, iż uczniowie są porywani, a ja nic z tym nie robię? - zapytał Albus.
- Dokładnie. - odpowiedział chłopak najchłodniejszym tonem, na jaki go było stać.
- Cóż, nie powinno się za wiele dyskutować o sprawach, na które nie mamy wpływu...
- Jak to nie!? Rzekomo jest pan najpotężniejszym czarodziejem! Otrzymał pan tyle nagród, a nie potrafi pan ochronić uczniów!? Pana uczniów? Oni mogą już nie żyć, a pan siedzi sobie tutaj i tłumaczy sie tym, że nie ma pan na to wpływu!
- Drogi chłopcze... Magia nic nie wie o istotach, które są sprawcami napadów. Nie są to ani czarodzieje, ani wilkołaki, ani dementorzy, ani nawet wampiry. To isoty, które powstały w innym wymiarze i działa na nich magia z tamtego wymiaru, a my nie możemy nic z nimi zrobić.
Zaciętość na twarzy Daniela zniknęła. Delikatnie pochylił głowę. Próbował wmówić sobie, że dyrektor znowu kłamie, że nie może mu wierzyć... Jednak w jego oczach widać było, że tym razem mówi całą prawdę, że nic nigdy nie mówił o innych wymiarach, a są one poważnym zagrożeniem dla świata czarodziejów. Ale przecież musi być rozwiązanie! Musi być ktoś, kto umiałby ich pokonać...
- Panie profesorze... Oni nie mogą być niezniszczalni. Musi być jakieś wyjście, musi być ktoś, kto  umiałby ich pokonać...!
- Jednym ratunkiem dla nas może być prawdziwość legendy. Nie jest ona długa, wręcz przeciwnie, bardzo krótka, więc myślę, że nie zaśniesz przy słuchaniu...
Stworzenia z innych wymiarów to mają do siebie, że wraz z przybyciem do naszego zabierają ze sobą Dary Mroku, które dają im siłę. Dzięki nim mogą zawładnąć naszym światem. Jednak Siła Wyższa jest sprawiedliwa i powołała Perrinte, czarodziei, którzy potrafią się posługiwać mocą z innych wymiarów, i którzy są w stanie odszukać owe Dary Mroku. Gdy znajdą się w ich posiadaniu, istoty z innego wymiaru giną.
Jednak nikt nie wie, kim są Perrinte, gdyż one same o tym nie mają pojęcia. Jeszcze wększą zagadką jest dla nas, pod jaką postacią występują Dary Mroku.
Daniel chciał się jeszcze spytać o wiele rzeczy, lecz postanowił na razie oswoić się z tymi informacjami, które otrzymał. Podziękował dyrektorowi i wyszedł z gabinetu.

***

Gdy odgłos kroków Caroline zupełnie ucichł, Chloe odetchnęła z ulgą. Pstryknęła dwa razy palcami. Za jej plecami rozległ się niezbyt głośny dźwięk ocierania się marmuru o marmur, a następnie odgłos kroków. Potter, nie odwracając się, wycedziła:
- Jeszcze kiedyś cię zniszczę
Mężczyzna stojący za nią roześmiał się sarkastycznie i podszedł bliżej. Dziewczyna gwałtownie wstała i odwróciła się w jego stronę, uderzając go w policzek.
- Spieprzaj z mojego życia, sukinsynie - powiedziała.
- Nie za ostre słowa, dziewczynko? - zapytał, kładąc nacisk na ostatnie słowo. - Pamiętaj, że jesteś mi coś winna, a póki nie dotrzymasz obietnicy, mogę zrobić z tobą, co tylko zechcę.
- Pamiętaj, że jeśli chcę, mogę potraktować cię najokrutniej, jak tylko potrafię, i nie potrzebuję do tego żadnego prawa.
- Interesujące, Chloe... - niemal niezauważalnym ruchem chwycił ją za przeguby i chwycił obydwie jej drobne dłonie w swoją, mocno przy tym ściskając.
Twarz dziewczyny wykrzywił grymas bólu, lecz nie krzyczała.
- Odejdź. Zrobię, co każesz - odpowiedziała, zwieszając głowę.
On tylko się zaśmiał, lecz po chwili rozpłynął się w powietrzu. Dziewczyna osunęła się na podłogę i zaczęła gorzko szlochać.

***

Drogi Pamiętniku!
Nie powinnam się bać, ale się boję. Chloe odpowiedziała na niecałą połowę moich pytań, ale wydaje mi się, że kłamała. Na resztę nie chciała udzielić odpowiedzi, jakby było to dla mnie niebezpieczne lub niewłaściwe. Nie wiem, co z Fleur. Ta suka Tracey traktuje ją okropnie, ale wszystko wiedząca Chloe twierdzi, że się przełamie i pokaże Mexish, że z nią nie ma żartów... 
Chloe wydaje się być miła, odważna, bezinteresowna... Ale wiem, że coś ją do tego zmusza. Ukrywa jakiś sekret, nie chce nikomu o nim powiedzieć, jakby groziłaby jej za to śmierć. Wie też coś o porywaczach, ale wciąż kręci, mąci mi w głowie... W dodatku chce, byśmy razem z Fleur i Tracey współpracowały, ale ta żmija przecież nie zawaha się, by nas zdradzić! Kompletnie nie rozumiem toku rozumowania tej dziewczyny... Zaczynam nawet podejrzewać, że jest chora psychicznie...
Cóż, nie powinnam za dużo rozmyślać o sprawach, na które nie mam wpływu... Jedyne, co mi pozostaje, to napisać wiersz. Dziś tak jakoś mnie tchnęło... Jest dosyć krótki, ale muszę rzyznać, że to jeden z najlepszych, jaki kiedykolwiek napisałam.
Słone łzy po policzkach spływają
Na ich widok serce się kraja
Demony śmierci znowu czyhają
Tym razem ona to ich ofiara
Dotychczas życie beztroskie było
Całe dnie spędzane w parku zabaw...
Lecz teraz wszystko się zmieniło
I nigdy nie będzie tak samo.

czwartek, 25 czerwca 2015

[01]

 Hej! Wiem, że rozdziału długo nie było...
Ostatnio byłam chora, nie wiem, jak Wy, ale ja z gorączką
pisać nie umiem...
Wiem, że jest trochu za dużo wątków..
Ale cóż...
Nie zapomnijcie o komentarzu! ;*

Dawno, dawno temu, zanim ludzkość zjawiła się na Ziemi, rządziły nią demony.
Było to istoty tak złe i bezlitosne, że po jakimś czasie w tym wielkim świecie zostało niewiele istot. Aż wreszcie zrodziło się nowe plemię - tytani. Oni z kolei byli najpotężniejsi, wygnali okrutnych władców do Przeklętej Krainy. Jednak parę lat później na szlachetny ród spadła klątwa. W
tytani umarli w niewyjaśnionych okolicznościach. Legenda głosi, że po kilku milionach lat demony powrócą, by wykończyć ludzi. Tylko kilka osób może temu zapobiec. Będzie to kilkoro nastolatków, którzy wyzwolą swe moce, gdy osiągną pełnoletność. To oni będą naszą ostatnią nadzieją.

Te słowa, wypisane na pergaminie, odczytane przez głos niewiadomego pochodzenia, nagle spłonął. Zamienił się w proch, nic więcej po nim ie pozostało.
- Powie mi ktoś, o co w tym wszystkim chodzi? - zapytała jakaś blondynka, przepychając się przez tłum.
- Nie wiem... - odpowiedziała speszona Caroline.
Dziewczyna prychnęła i szybko wyszła z pokoju. Nie ona jednak była teraz największym zmartwieniem Caroline.
- Idźcie stąd. Chcę być sama - odparła, po czym zniknęła w ciemności.

***

Caroline otworzyła szafę i zaczęła szukać odpowiednio dużej torby. W końcu wybrała dość dużą sportową, koloru brązowo-szarego. Rzuciła ją na łóżko po czym spakowała do niej piżamę, szczoteczkę i pastę do zębów i buty przeciwdeszczowe. Już miała spakować płaszcz, gdy nagle drzwi pokoju się otworzyły, a do środka weszła jakaś dziewczyna, wyglądająca na około siedemnaście lat, o długich, brązowych włosach, ciemnych oczach i szczupłej sylwetce. Gdy ujrzała Caroline, płomienny uśmiech znikł z jej twarzy.
- Na brodę Merlina! Co ty wyprawiasz!? - krzyknęła.
- Muszę stąd odejść... - odpowiedziała Caroline, wpatrując się w okno.
Po chwili wróciła do pakowania ubrań.

***

Caroline spojrzała ostatni raz na Hogwart, ledwie widoczny w ulewie. Spuściła głowę i ostrożnie ruszyła w stronę jeziora. Deszcz przeszkadzał jej w wędrówce, co chwilę się potykała, raz po raz upadając. W końcu doszła do niewielkiego stawu. Usiadła na brzegu, powoli wkładając nogi do wody. Była lodowata, wprost parzyła. Dziewczyna drżała z zimna i wyczerpania. Głowa bolała ją niemiłosiernie, na lewej łydce miała rozdartą skórę. Była bliska omdlenia. Chciała uciec od tego świata, od kłopotów i zmartwień. Byle tylko odnaleźć Natalie...
Jednakże w jej obecnym położeniu były to marzenia ściętej głowy. Nie potrafiła nawet unieść ręki. Prawie wpadłaby do wody, lecz nagle poczuła ciepłą dłoń na ramieniu. Przypomniał jej się dom... Mały salonik, babcia szyjąca na drutach w bujanym fotelu, dziadek dokładający do kominka drewno...
Nie otwierała oczu. Czuła jedynie, że okropne zimno nie jest już takie okropne, a w jej pobliżu znajduje się osoba, która jej pomoże, której naprawdę można zaufać...

Obudziła się pod dachem.Słyszała w oddali szum ulewy. Leżała w czymś miękkim, czując ciepłą dłoń na ramieniu. Odwróciła głowę i ujrzała dziewczynę ze swojego domu. Wysiliła się na ledwo zauważalny uśmiech i zapytała łamiącym się głosem:
- Gdzie jesteśmy? C-co się stało...?
- Oto jaskinia za jeziorem. Schroniłyśmy się tu przed deszczem i... tymi, co porywają uczniów. Oprócz nas przebywają tu jeszcze dwie osoby. A tak przy okazji... Nazywam się Chloe Potter. - odpowiedziała dziewczyna.
- Aha... Ja jestem Caroline... Caroline Clark... Kto jeszcze tu jest...?
- Tracey Mexish ze Slytherinu i Fleur Delacour, która przyjechała z Beuxbatons na wymianę.
- Tracey... t-to ta blondynka?
- Tak.
Zapadła cisza. Caroline wpatrywała się z obawą w "sufit" jaskini, jakby zaraz miał runąć, zasypując ją i pozostałe osoby.

***

Profesor McGonagall stanęła przy ambonie i z zatroskaną miną rozpoczęła przemówienie:
- Drodzy uczniowie! Z przykrością oznajmiam, że z naszej szkoły zniknęły cztery uczennice, w tym Fleur Delacour, która przyjechała na wymianę. Wprowadzone zostaną dodatkowe środki ostrożności. Wszystkie lekcje zostają odwołane! Hogwart pilnować będą aurorzy! BEZWZGLĘDNY ZAKAZ OPUSZCZANIA DORMITORIÓW! Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno! Proszę ustawić się według domów, odprowadzą Was nauczyciele!
Uczniowie szybko wykonali polecenie profesor, a kobieta podeszła do Albusa Dumbledore'a.
- Albusie, straciliśmy kontrolę! Nie wiemy, którędy oni tu wchodzą, sprawdziliśmy wszystkie wejścia!
- Ale ja mam jedną dobrą wiadomość. Dziewczyny żyją i są bezpieczne - odpowiedział dyrektor, źle skrywając niepokój.
- Ale...
- Tego nie mogę ci powiedzieć.

***

- Ashley! Ashley! - wołała niska, bardzo szczupła blondynka. Stała sama na środku korytarza, próbując znaleźć osoby ze swojego domu.
- Ashley! Emily! Halo!!! - krzyknęła.
Brakowało jej tchu. Biegała po szkole dobre pół godziny. Nagle usłyszała za sobą dziwny, jadowity szept, a potem odgłos butów trzaskających o podłogę. Wystraszyła się nie na żarty. Przywarła do ściany, modląc się, by osoba, która się zbliżała, ominęła ją.
Kroki ucichły. Wychyliła głowę za kolumnę i odetchnęła z ulgą

***

Caroline usiadła na posłaniu. Próbowała sobie przypomnieć, co dziwna istota powiedziała jej wczoraj
Nagle usłyszała krzyk dochodzący z głębi jaskini:
- Gdzie jest moja szczotka!?
Po chwili przed nią zjawiła się wysoka, szczupła blondynka. Miała strasznie bladą skórę i jadowite spojrzenie.
- Ty tutaj? - zapytała zdziwiona. - Po co się przypałętałaś?
- To nie ja... Chloe mnie tu przyniosła. Byłam nieprzytomna...
- Aha. Widziałaś gdzieś moją szczotkę do włosów?
- Nie...
- Okay.
Dziewczyna szybko oddaliła się do innego korytarza jaskini, a Caroline odetchnęła z ulgą.
Pomyślała o Natalie, magicznej istocie i proroctwie. O tym, że to dopiero początek piekła, który jest bardzo łagodny. Czy ona, zwykła Krukonka, delikatna i niezbyt sprawna fizycznie, może odnaleźć jakieś Dary Mroku?
- Czym się martwisz? - usłyszała ciepły, opiekuńczy głos Chloe.
- Przepowiednią... Ja... Nie zdołam jej wypełnić...
- Wcale nie chodzi o ciebie!
- Jak to? - zapytała Caroline, nieco zawiedziona.
- O kogoś innego. Gdy odnajdę z nią te Dary, będziesz mogła wrócić do Hogwartu! Będzie bezpiecznie.
- Aha...
Młodsza wstała i udała się w tunel, z którego wcześniej wyszła Tracey.
- Gdzie idziesz? - zapytała Chloe.
- Przejść się. - odpowiedziała nieszczerze Caroline.

W grocie panował półmrok. Na środku leżały trzy materace i śpiwory. Obok stało wiadro z wodą. Przy posłaniu klęczała dziewczyna o blond włosach, szczupłej sylwetce i lekko opalonej cerze. Jej ubranie było nieco przybrudzone, na rękach widniały blizny różnej wielkości. Wyglądała, jakby przed chwilą wróciła z długiej, zaciętej walki, lecz jako przegrana. Szatynka ostrożnie do niej podeszła i szepnęła:
- Cześć...
Blondynka podniosła głowę i spojrzała na nią pięknymi, niebieskimi oczami.
- Cześć. - odpowiedziała.
Jej głos był wysoki, lecz przepełniony bólem. Zapewne niedawno w jej życiu zdarzyło się coś tragicznego, bądź nawiedziły ją mroczne wspomnienia. Szatynka po chwili wahania podeszła do niej i szepnęła:
 - Wiem, że prawie wcale się nie znamy. Ale mnie możesz zaufać. Przerzuć część ciężaru na moje barki. Będzie ci lżej...
Dziewczyna spodziewała się odmowy. Jednak blondynka odpowiedziała niepewnie:
- Bo... bo wiesz...Nie chciałabyś uczyć się w Beuxbatons. Madame Malkin, nasza dyrektorka i zarazem jedyna nauczycielka, traktuje nas jak służące. Gdy ona coś chce, my mamy jej to dać. Gdy ona każe nam coś zrobić, my musimy to zrobić. Zgadnij, dlaczego przyjechałam na wymianę?
- Bo ona chciała...?
- Właśnie! Ostatnio nieco jej podpadłam, więc wybrała mnie, gdyż słabo umiem język angielski i musiałam się dodatkowo uczyć... A za dwa lata odbywa się Turniej Trójmagiczny i zapewne to ja pojadę. Bo trzeba dbać o honor szkoły... A ja jestem najsprawniejsza z mojego rocznika.
- Cóż... To rzeczywiście kiepsko... Ale możesz od niej uciec.
- Jak!?
- Zostań z nami.
- Przecież ja nie będę brać udziału w misji...
- Ja też nie! Jeszcze wczoraj w nocy przyszło do mnie coś aniołopodobnego i nakazało szukać jakichś Darów Mroku, a dziś dowiedziałam się, że chodzi o kogoś innego. Świat dosłownie staje na głowie.
- To prawda...
- WYNOCHA STĄD!!! - rozległ się krzykliwy głos.
Caroline błyskawicznie odwróciła głowę. Ku swemu zdumieniu, ujrzała, Tracey. Jednak tym razem blondynka wyglądała na chorującą na wściekliznę. Skołtunione włosy co chwila opadały jej na twarz, z nosa dosłownie buchała para, oczy wyrażały tylko jedno: nienawiść. Rzuciła we Fleur szczotką, trzymaną w dłoni. Szatynka szybko uciekła.
Zdyszana dotarła do swojego pokoju i rzuciła się na posłanie.
Zaczęła rozmyślać o tym, co przed chwilą widziała. Zastanawiała się, czy to nie sen.
- Nie... Nie... - wyszeptała, nie mogąc pozbierać myśli.
Nagle w jej głowie pojawił się dźwięk dziwnego czegoś głoszącego przepowiednię.
- Zastanawia mnie, o co w tym wszystkim chodzi. - powiedziała sama do siebie.

***

Daniel nie był osobą przyjazną czy sympatyczną. Chłopak zamknięty w sobie, pamiętliwy i konsekwentny. Jednakże jakiś czas temu jego sercem zawładnęła dziewczyna piękna, lecz wredna, fałszywa i manipulująca innymi. Czyli idealna dla niego, Ślizgona, syna śmierciożercy.
Daniel miał lat szesnaście, czyli był o rok starszy od Tracey. Niewielka była ich różnica wieku. Od dobrych kilku miesięcy chodzili ze sobą, ale ledwie dobę temu coś zmąciło ich spokój. Tracey zniknęła z zamku, wraz ze swoimi błyszczącymi blond włosami, przenikliwymi oczami i bladą cerą, ze swoim charakterkiem i humorkami, ale również ze swoją inteligencją i błyskotliwością. A także ze skrywaną przez wiele lat tajemnicą.
Potrzebował planu. Bez niego nie mógł rozpocząć poszukiwań, gdyż byłoby to głupie i niedorzeczne. Plan pozwoliłby mu odnaleźć dziewczynę. Ale jego opracowanie musiałoby zająć sporo czasu.

***

Caroline usiadła na śpiworze i wyjęła z torby zeszyt w czerwonej oprawie, kałamarz i pióro. Zaczęła szybkimi ruchami zapisywać kartki papieru. Nie zauważyła, że Chloe od pewnego czasu obserwuje ją i czyta zapiski młodszej Krukonki. Po chwili zapytała cicho:
- Piszesz wiersze?
Speszona Clark błyskawicznie zamknęła zeszyt i spojrzała groźnie na Chloe.
- Nic ci do tego. - odpowiedziała oschle.
- A może jednak...
- Może jednak zainteresowałabyś się, co też wyprawia twoja kochana Ślizgonka!
- A co niby?
- Och, oczywiście, wielka panna Potter nic nie wie! Przecież jej nic nie dotyczy, bo to o niej mówi Proroctwo! Na kilometr słychać krzyki Fleur!
Potter patrzyła na nią w osłupieniu, kompletnie zbita z tropu. Nie chciała wierzyć tej z lekka szalonej Krukonce, jednak coś w jej głosie namawiało ją do uznania słów Caroline za prawdziwe.
- Postaram się dowiedzieć o co chodzi. Ale przeczytaj wiersz.
Caroline niechętnie otwarła książkę i przeczytała cicho swoje rękodzieło:
Świat nieustannie się zmienia,
Niektórzy od lat kryją się w cieniach,
By zło, które uczynili na jawę nie wyszło
A dobro na wierch wyszło.
Ale nie każdy żałować potrafi,
Dalej straszy innych i trapi
Naszą szkołę kochaną oni opętali
I wszystko w piekło pozmieniali.
Lecz my się nie damy!
Raczej ich nie pokonamy...
Ale walczmy!
Choć i tak przegramy...
Starsza spojrzała na towarzyszkę ze zdumieniem.
- Walczmy, choć przegramy...? - zapytała.
- Owszem. Nawet, jeśli bitwa zostanie uznana za wygraną, wielu ludzi zginie. To nie jest wygrana. Zawsze ktoś przegra. Zawsze.
Zdezorientowana Chloe powoli oddaliła się, zostawiając młodą poetkę samą.
Caroline położyła się i próbowała rozwikłać zagadkę zniknięć i zrozumieć Proroctwo o Darach Mroku. Po kilkunastu minutach doszła do wniosku, że trzeba od czegoś zacząć. Spakowała wszystkie swoje rzeczy do torby i zaczęła opracowywać plan ucieczki z jaskini.

***

Kochany Pamiętniku!
Myślałam, że będzie dobrze. Tymczasem jest źle. Przepraszam, bardzo źle! Natalie zniknęła, nie wiem, co począć! Niby mam odnajdywać jakieś Dary Mroku, teraz Chloe mówi, że to jednak mnie nie dotyczy... No właśnie, Chloe to dziewczyna, która coś ukrywa. Wyczytałam to z jej oczu i uśmiechu, który nie zawsze jest całkiem szczery. Nie chce mi o czymś powiedzieć, chociaż powinna to usłyszeć. Coś tu nie gra. Chcę odkryć tajemnicę Chloe. Chcę odkryć, gdzie jest Natalie. Chcę odkryć, co się dzieje z Tracey. A przede wszystkim chcę odkryć, o co chodzi.
Dzisiaj przyznałam się, że piszę wiersze. Sama nie wiem, dlaczego się zgodziłam, by go przeczytać. 
To wszystko jest po prostu dziwne, nienormalne. Chciałabym, by to COŚ zjawiło się jeszcze raz i wytłumaczyło mi zaistniałą sytuację. Nie potrafię tak żyć, to dla mnie zbyt trudne. Jestem bezbronna. Jedynym wyjściem jest ucieczka, tylko... Dokąd?

piątek, 8 maja 2015

Liebster Blog Award

Nominowała mnie Alicja Sims z bloga http://story-of-hogwart-another.blogspot.com/

1. Kim chciałabyś być w przyszłości?
Bardzo chciałabym być lekarzem ;D
2. Ulubione seriale?
Raczej nie oglądam seriali, czasem obejrzę Komisarza Alexa.
3. Ulubione parringi?
Hinny, Fremione i Nuna oraz OC + kanon, uwielbiam je ;3
4. Nowe pokolenie vs czasy Harry'ego vs Huncwoci
Bardzo lubię to i to, ale moja przyjaciółka prowadzi bloga o Nowym Pokoleniu, który mi się bardzo podoba, więc jednak Nowe pokolenie ;3
5. Najlepsza szkolna lektura?
Tomek w krainie kangurów - czytam właśnie drugą część ;3
6. Ile masz lat?
Nie lubię tego pytania... W kwietniu skończyłam 13
7. Jak masz na imię?
Karolina.
8. Jaki masz styl?
Nie wiem, o co dokładnie chodzi... ;/
9. Czytasz mój blog?
Zaczęłam czytać, ale nie mam zbyt dużo czasu, podoba mi się. ;)
10. Ulubiony serial z dzieciństwa?
Uwielbiałam "Młodych Tytanów" ;333
11. Ulubiona książka?
Trudno powiedzieć... Chyba "Percy Jackson" 


NOMINUJĘ!



Moje pytania
1. Od kiedy piszesz?
2. Co sprawia, że nie zawieszasz bloga?
3. Czy Twoja historia jest całkowicie wymyślona przez Ciebie, czy też zainspirowała Cię inna?
4. Lubisz czytać blogi innych?
5. Wolisz fanfiction, czy historie nie zaczerpnięte z książek i filmów?
6. Którą książkę lubisz najbardziej, a która najbardziej Cię zawiodła?
7. Czy masz inne blogi?
8. Co myślisz o osobach wyśmiewających się z blogerów i blogerek?
9. Czy zależy Ci na dużej ilości wyświetleń i obserwatorów?
10. Lubisz Linkin Park? (musiałam xD)
11. Skąd pomysł na nazwę bloga?


No to wstawiamy ;*
~Raven Princess

sobota, 4 kwietnia 2015

Witajcie!

Hej! Jestem Chloe Potter. Założyłam tego bloga, gdyż chciałam Wam ukazać historię, którą wymyśliłam.
Wiem, że notka jest bardzo krótka... Obiecuję, że kolejne będą dłuższe! ;3
Tak więc nie przedłużając, zapraszam na prolog!

~Raven Princess
***

Z Hogwartu znikało coraz więcej osób. Nauczyciele ogłosili, że nie wolno wychodzić z dormitoriów i należy być czujnym przez całą dobę. Jednak liczba zaginionych uczniów powiększała się. Pewnej nocy, w czasie nowiu Caroline Clark siedziała spokojnie na kanapie w salonie Krukonów, nieświadoma, co ją spotka. Myślała o swojej najlepszej przyjaciółce, Natalie, po której ślad zaginął tydzień temu. Widziała jej blond włosy, szczupłą talię. Słyszała jej delikaty głos. "Dlaczego!?" - pytała samą siebie. Położyła si,e na czerwonej sofie i zaczęła chlipać w pomarańczową, aksamitną poduszkę.Nagle w pokoju rozległ się ogłuszający dźwięk, jakby  ktoś tarł pazurami o tablicę. Dziewczyna podniosła się i rozejrzała po pomieszczeniu. Na środku zmaterializowała się  dziwna, rażąca światłem postać. Przemówiła dźwięcznym, wysokim głosem:
- Caroline! Tobie przeznaczone jest odnaleźć Dary Mroku! Musisz wyruszyć na ich poszukania jak najszybciej!
Niezwykła istota zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Dziewczyna zaczęła zastanawiać się, czy nie miała zwidów. Nagle wydała z siebie potworny krzyk. Po chwili kilkadziesiąt osób zjawiło się, aby sprawdzić, co się dzieje